|krótko|  | wspinanie|  | podróże|  | nauka|
KRÓTKO O AUTORZE TEJ STRONY

a oto ja    To może ja powiem parę słów o sobie... Urodziłem się w grudniu, właściwie w drugiej połowie grudnia, pod koniec roku Pańskiego tysiąc dziewięćset któregośtam. Obecnie jestem adiunktem na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej w Zakładzie Chemii Fizycznej. Kto ma do czynienia z tym Wydziałem wie, że Chemia Fizyczna jest ogólnie nielubiana przez studentów, ale ja ją lubię i tyle... Mogę też przedstawić mój krótki dorobek naukowy, który (mam nadzieję) będzie się stale powiększał :)
   Oprócz nauki zajmuję się kilkoma innymi rzeczami, które w całości pochłaniają mój wolny czas. Jestem cholernie ciekawy świata, więc podróżuję, na ile moje środki pozwalają oraz wspinam się. Ostatnio sporo siedzę nad fotografią, bo się przesiadłem na cyfrę:)

MOJA WSPINACZKA

   Wspinać zacząłem się w roku 1996. Jak wiadomo najważniejsze są początki i w owych początkach bardzo pomogła mi Szkoła Alpinizmu "W Pionie" . Wraz z nimi zrobiłem podstawowe kursy i już pod koniec września zdałem na Kartę Taternika, wtedy jako członek Speleoklubu Warszawskiego. Najbardziej do gustu przypadło mi wspinanie zimowe. Jako że z kasą było krucho (na zachód jeździłem głównie stopem), wspinałem się głównie w Tatrach. Od kwietnia roku Pańskiego 2001 jestem w warszawskim Klubie Wysokogórskim. Na przełomie lipca i sierpnia 2001 udałem się na klubową wyprawę do Kirgizji w Tien Szan w okolice piku Pobiedy. Naszym celem było Chan Tengri. Więcej o wyprawie znajdziesz, szanowny czytelniku, tutaj. Rok później wylądowałem w tym samym rejonie — tym razem naszym celem była najwyższa w tym rejonie i jedna z najbardziej niebezpiecznych gór na świecie: Pik Pobiedy (7439).
   W grudniu 2003 roku spotkała mnie największa wyprawa mojego życia — znalazłem się u stóp owianego mitami i grozą ośmiotysięcznika... K2.
   I już dalej idę tym wysokogórskim tropem — w lutym 2004 powróciłem z zimowej wyprawy na niezdobytą do tej pory zimą Shisha Pangmę (8027), z której oprócz wspomnień, przywiozłem także kilka zdjęć.
   Na początku grudnia 2004 roku wyjechałem na drugą wyprawę zimową pod Shishę. Tym razem szczęście mi dopisało i 14 stycznia 2005 stanąłem na jej szczycie. Jest to pierwsze w historii wejście w zimie kalendarzowej na tę górę oraz pierwsze wejście zimowe na dziewiczy ośmiotysięcznik od 17 lat!!!
    A potem już była wiosna i południowa ściana Annapurny 2005, Tryptyk Himalajski 2006, rok później w końcu pierwszy samodzielny projekt: zachodnia ściana K2. Przy okazji udało się wejść na Nanga Parbat. Oj, dużo się dzieje.

MOJE PODRÓŻE

   Zaczynałem zapewne jak większość od jeżdżenia po Polsce stopem. Ale to było za mało. Jako że z kasą było krucho, jedynym sensownym środkiem lokomocji w krajach Zachodu był autostop. Z którego oczywiście chętnie skorzystałem. W ciągu kilku lat zwiedziłem prawie całą Europę. Jako że przez pół roku mieszkałem we Francji, miałem świetną bazę wypadową. W swoich podróżach stopem zawadziłem mniej lub więcej o takie kraje, jak: Niemcy, Francja, Hiszpania, Dania, Holandia, Belgia, Luksemburg, Włochy, Austria, Czechy, Węgry, Grecja, Kirgizja. Ponadto podczas kilku wypraw samochodowych poznałem całkiem dobrze Grecję Północną, Peloponez, ponadto Norwegię, Danię, Szwecję oraz Finlandię. Zaliczyłem także jedną wyprawę rowerową na trasie Warszawa-Budapeszt-Bratysława-Wiedeń-Praga-Warszawa. Samolotem udało mi się dolecieć do Rygi, Estonii oraz do Kirgizji w ramach wyprawy wspinaczkowej. Po zrealizowaniu wspinaczkowego celu wyruszyłem w samotną dwutygodniową podróż po tym wspaniałym kraju. We wrześniu 2002 wylądowałem w RPA w ramach stypendium naukowego. Staż potrwał prawie do Bożego Narodzenia. W wakacje wyjechałem znów do Kirgizji. We wrześniu zaś 2002 udałem się na konferencję naukową na Santorini, gdzie wino piłem i świetnie się bawiłem:)    Koniec roku 2002 powitał mnie miłą niespodzianką.
   2003 rok też mi nie upłynął tak spokojnie, jak się zapowiadał. Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w rajdach przygodowych — w polskim Salomonie i w chorwackim Terra Incognita. A wakacje spędziłem spokojnie, włócząc się z Olgą po Toskanii. Rok 2004 już tradycyjnie zastał mnie w Azji na wyprawie na Shisha Pangmę. W wakacje wylądowałem w Pekinie na konferencji naukowej i nie omieszkałem zwiedzić kawałka Chin. Jesienią wyruszyliśmy pod Shishę ponownie, aby się dobrze zaaklimatyzować i nie być przed zimą pod górą odwiedziliśmy dolinę Khumbu .

jesteś w >>>główna/o autorze
 
Piotr Morawski 2003 --> ostatnia zmiana: 19.04.2007