|moja noc|  | ulica|  | wieczorem|  | najpiękniejsze...|  | fale|  | zatopiony w chmurach|
| drzewo zwane moim imieniem|  | trawa|
WIECZOREM
   Głęboko.. Do samej kości. Krew łagodną strużką spływa po nagich nogach. Tańczyłem. Stoję. Mokra trawa kłuje w bose stopy. Dotykam dłonią do ciepłej, jasnej czerwieni. Głaszczę delikatnie... Palce zostawiają rdzawe pręgi. Czuję, jak wypływa coraz silniej, wsiąka w ziemię. Podnoszę rękę do oczu. Przyglądam się. Dotykam. Zagarniam palcami ciepło, rozprowadzam je po całym ciele. Wzory... Ciężko zasycha. Pęka.
   Zaczynam znowu tańczyć. Słyszę bębny. Cichy, dziki rytm. Narasta... Naprężona, biała skóra drga pod silnymi dłońmi. Głośniej... Głośniej... Jest wszędzie. Coraz szybciej. Stopy upojone głębokim, opętańczym rytmem. Zanurzam palce, rozmazuję świeże, purpurowe wstęgi po całym ciele. Skąpany we krwi, w świetle księżyca... Wybijam archaiczny rytm w błocie.
   Drzewa wirują. Patrzę... Patrzę w Twoje oczy. Nocne niebo. Szał. Upajam się dotykiem trawy. Lubię leżeć na trawie... Patrzeć na chmury. Kształty. Barwy. Orgia kolorów... cieni. Dookoła mnie. Chodzą, wyją. Szczękają. Jak klucz w starym zamku. Do pustego domu... Nikt nie zagląda. Mięśnie szaleją pod skórą. Młode. Stare... Stare, trzeszczące schody. Boże, jak mi dziwnie! Mgła. Widzę... widzę Ciebie. Nie ma Cię. Jest księżyc i trawa. I zaciśnięte szczęki. Chcę krzyczeć... Nie mogę. Świt, który wstaje świergotem. Otrząsnę się, wstanę... Muzyka... Dociera z oddali. Ona jest w mojej duszy, w moim sercu... Głosy czekają. Czekasz.... Czemu czekasz? Drzwi znów są zamknięte... Słońce świeci przez powybijane... Nie wiem... Nie wiem... Czemu leżę? Chcę wstać. Ta trawa... Jest zimna. Zimno mi... Krew. Ciągle płynie... Rzeka... Morze. Czerwone ciało. Stoję na szczycie. Tonę w chmurach... Nie chcę już czekać. Już nie tańczę... Czemu wszystko zamilkło... Czemu?
 
   9.11.98
jesteś w >>>główna/opowiadania/wieczorem
 
Piotr Morawski 2003 --> ostatnia zmiana: 19.04.2007