SAMOTNA WĘDRÓWKA PO KIRGIZJI

[lodowiec] [nad Issyk Kul] [Biszkek] [Osz] [jadło] [napoje] [słownik]


Może zacznę od małej przygody na lodowcu. Pierwszy odcinek z Majdaadyru jechaliśmy na koniach. My, czyli Marcin, ja, oraz nasz przewodnik Kirgiz. Jakieś 40 kilometrów po stepie, wzdłuż koryta rzeki lodowcowej. Napotykaliśmy mnóstwo strumieni, przez które konie z łatwością przechodziły. Kilka rzeczek było trochę cięższych do sforsowania. Zaś kiedy nasz Kirgiz zobaczył wielkie rozlewisko lśniące przed nami zafrasował się przeokrutnie. Stwierdził, że nie pozwoli nam przeprawić się przez rzekę na koniach, bo wartki nurt może nas porwać i będzie już po nas. A on za nas odpowiada i musi o nas dbać. Nie muszę chyba dodawać, że Kirgiz był dosyć mocno wstawiony i jak na wstawionego przystało odznaczał się wyjątkową nadopiekuńczością. Decyzja zapadła... Nie będziemy szli korytem niebezpiecznej rzeki, tylko spróbujemy przejść zboczem górskim. Nasza woda była ograniczona z dwóch stron dosyć pionowymi ścianami. Przewodnik wziął swojego ogiera za uzdę i ruszył do góry. Pierwszy raz widziałem jak przerażony koń jest w stanie, waląc na oślep kopytami, wdrapać się po stromym, lekko trawiastym zboczu. Marcin czasem z tyłu poganiał biedne zwierze, jak już wydawało się, że koń daje za wygraną i chce po prostu zsunąć się na dół. Darń leciała spod kopyt, ogier cicho, ale z wielki wysiłkiem drżąc stanął jakieś 50 metrów ponad rzeką. W pół godziny nasze trzy zwierzęta stanęły koło siebie na małej łączce. Teraz należało przeprowadzić je tym zboczem jakieś 300 metrów i potem zejść z powrotem do koryta rzeki. I dopiero zaczęło się przeżycie.. prowadziliśmy konie za sobą o terenie, po którym nam ciężko było przejść. Strome, zarośnięte zbocze, pocięte spływającymi z góry strumieniami. Biedne konie krok za krokiem człapały za nami, coraz bardziej drżące, coraz bardziej zmęczone. Ponad dwie godziny trwało to miłe obejście przeprawy. A w drodze powrotnej przeszedłem pieszo przez to rozlewisko bez żadnego kłopotu. Kirgiz trochę namieszał...

Po zdobyciu Chan Tengri postanowiłem ruszyć na dół. Droga do Majdaadyru zajęła mi dwa dni i kawałek wytężonego marszu. W bazie spotkałem przewodnika, o którym pisałem w poprzednim akapicie. Nie miałem nic do roboty, gdyż musiałem czekać na samochód, który mógłby mnie zabrać do Karakol, miejscowości prawie nad jeziorem Issyk-Kul. Kierowca musiał wytrzeźwieć, bo poprzedniej nocy zapił porządnie z naczelnikiem bazy wojskowej, więc miałem kilka godzin dla siebie. Oczywiście nie obyło się bez tradycyjnych kolejek ze znajomym Kirgizem. W końcu kierowca ocknął się i lekko przymroczony wsiadłem o samochodu. Pojechaliśmy...

Następny dzień spędziłem w Karakol. Jest to całkiem spore miasto usytuowane prawie nad jeziorem Issyk Kul, gigantycznym rozlewiskiem, które ma prawie 200 kilometrów długości, a około 80m szerokości. Wokół błękitnej wody wznoszą się góry, a gdzieniegdzie na szczytach bieleje śnieg. Dzięki ciepłej wodzie, przepięknym widokom i wielu plażom Issyk Kul stało się najpopularniejszym turystyczno-wypoczynkowym miejscem w Kirgizji. Pensjonaty powstają tu jak grzyby po deszczu. Ale dużo milej jest zanocować u autochtonów. Szczególnie, że za małe pieniądze (około 1 dolara) można nie tylko przenocować, ale też suto się najeść. Gospodarze serwują tutejszy chleb (lepioszka) własnoręcznie wypiekany tylko z mąki i wody z odrobiną oleju, domowe masło, różnego rodzaju konfitury (najbardziej popularne z moreli) oraz diabelsko ostre sosy wykonane z czerwonej papryki i czosnku. Do tego wszystkiego mnóstwo owoców, takich jak arbuzy, melony, jabłka, gruszki. Kirgizi są bardzo serdecznymi i gościnnymi ludźmi, z chęcią uczą swojego języka i opowiadają o swoich zwyczajach.

W każdej stronie w którą zawędruję staram się jeździć stopem. Niestety w Kirgizji większość ludzi chce zapłaty za podwiezienie. Udało mi się przejechać 150 kilometrów za darmo, ale naprawdę miałem wyjątkowe szczęście. Spotkałem ludzi, którzy jeździli dosyć sporo po Europie i mniej więcej się orientowali jaka jest idea podróżowania cudzymi samochodami. Reszta Kirgizów nie była tak wyrozumiała, cena którą proponowali często była większa za bilet autobusowy, lub za marszrutkę. Marszrutka to lokalny autobusik, jakby klon tych, które jeżdżą z Zakopanego. Nawet kierowcy są podobni i podobnie nawołują do wsiadania.

Zatem pojechałem do Biszkeku pojazdem za który zapłaciłem. Tam pobyłem tylko chwilkę, powłóczyłem się po wielkim Oszskim Bazarze, posiedziałem trochę pod majestatycznym pomnikiem Lenina i po jednym dniu pojechałem na południe. Do Osz, chyba drugiego co do wielkości miasta w tym kraju dzikich ludzi i dzikich koni.Droga do Osz wiedzie przepięknymi górskimi terenami. Jest to jedyny lądowy sposób dostania sieę do tej miejscowości (oprócz tego można jeszcze z Biszkeku dolecieć tam samolotem). Niestety jej jakość jest dosyć mizerna. Dodatkowo trzeba przejechać przez dwie przełęcze, które mają trochę powyżej 3000 metrów, oraz przez jedną, która ma prawie 4000 metrów. Dodatkowo na najwyższej przełęczy znajduje się trzykilometrowy tunel, obecnie w remoncie. Kirgizi pracują w dzień, zatem tunelem można przejechać tylko w nocy. O jedenastej otwierają szlaban i zaczyna się dziki wyścig różnej maści maszyn do góry. Zdarza się, że jakaś padnie po drodze, kierowcy wybiegają na zewnątrz prosto w kurz wzbijany przez resztę samochodów i grzebią w silnikach. Czasem ktoś kogoś puknie, ale jedzie dalej, nie przejmuje się. Byle jak najszybciej być swoim Moskwiczem (Ładą, Wołgą etc.) przy tunelu, by wjechać w czarną czeluść jako. Obłęd... Samo miasto pełne jest klimatów irańskich oraz tradycyjnych, kirgizkich. Kobiety chodzą już obowiązkowo w chustach na głowie, można spotkać wielu mężczyzn w charakterystycznych czapkach. Dwa wielkie bazary pełne są niepowtarzalnego klimatu. Niestety można tam kupić, oprócz jedzenia, tylko chińską lub irańską tandetę. W mieście jest też góra, której nazwy niestety zapomniałem, która jest chlubą każdego mieszkańca, do której wszyscy chętnie zaprowadzą wędrowca... ale nie ma na niej nic ciekawego (może poza muzeum, ale też nie jest powalające na nogi). Mieszkałem w Osz trzy dni u bardzo serdecznych ludzi z klasy średniej. Przeciętny zarobek w Kirgizji wynosi około 15 dolarów miesięcznie, moi gospodarze zarabiali około 400. Ale mimo tego ciepło mnie przyjęli i z chęcią ugościli. Dzięki nim dowiedziałem się także wiele o tamtejszych potrawach i zwyczajach. A potem znów powróciłem do Biszkeku, by czekać na samolot. Biszkek nie jest zbyt ciekawym miejscem, dlatego większość podróżników traktuje go głównie jako miejsce przylotu i odlotu oraz jako bazę wypadową.

Na zakończenie podaję nazwy kilku tradycyjnych potraw i napojów Kirgizkich (lub narodów pokrewnych) oraz krótki słowniczek.

Jedzenie

  • bieszparmak - gotowane mięso baranie z makaronem
  • gulczataj - podobne do bieszparmaku, trochę większe i uformułowane w kwadraty
  • szorpo - zupa gotowana na wielkim kawale baraniny
  • kurut - kwaśne kulki z białego sera
  • samsa - placki z mięsem
  • sjuzma - solony twaróg
  • manty - pierogi
  • pielmieny - pierogi w rosole, rosyjska potrawa
  • lepioszka - tradycyjny chleb wyrabiany z mąki, wody i odrobiny oleju, pieczony w glinianym piecu. Taki piec znajduje się w domu prawie każdj rodziny kirgizkiej
  • plow - potrawa uzbecka, kasza pęczak czasem wymieszana z makaronem, do tego kawałki gotowanej baraniny i sosu

Napoje

  • szoro - orzeźwiający napój sprzedawany na ulicach, wygląda jak zmielone ziarna pszenicy zalane zimna wodą. Jak dla mnie obrzydliwy...
  • dżarma - jak wyżej
  • kumys - najbardziej popularny napój, wyrabiany z mleka, kwaśny i orzeźwiający
  • herbata - pita w potwornych ilościach, przy każdej okazji, w większości knajp dają ją za darmo, prawie w każdym domu parzenie i picie herbaty to ważnny rytuał

Słowniczek fonetyczny

  • dzień dobry - salaam alejkum
  • do widzenia - koszkuła
  • cześć - kangaj
  • dziękuję - rachmat
  • tak - owa
  • nie - dżok
  • mieszkam w Warszawie - mien Warszawa turam
  • mam na imię Piotr - mienin atym Piotr
  • ile to kosztuje - kancia turam (kancia som, kancia dolar, w zależności od waluty)
  • która godzina - saat kancia bołdu
  • to było smaczne - buł taptu bołczu
  • 1 - bir
  • 2 - eki
  • 3 - jić
  • 4 - tjurt
  • 5 - biesz
  • 6 - ałty
  • 7 - dzjeti
  • 8 - sjegiz
  • 9 - torrus
  • 10 - on

 

Powrót na górę strony

 

jesteś w >>>główna/reportaże/Kirgizja 2001
 
Piotr Morawski 2003 --> ostatnia zmiana: 19.04.2007